Dziewczynka czy chłopczyk? To już zależy od genów w twojej rodzinie
Jedni wolą mieć syna, inni marzą o córce. I pomimo wszystkich sztuczek, które ludzie robili od niepamiętnych czasów by spłodzić potomka upragnionej płci, stosunek liczby mężczyzn do kobiet pozostaje porównywalny. Nie zmieniają tego nawet wojny pochłaniające życia niezliczonych młodych mężczyzn czy selektywne aborcje żeńskich płodów w azjatyckich krajach. Dlaczego tak jest? Nową odpowiedź na to ma brytyjski genetyk, dr Corry Gellatly.
Jak wiadomo, u ssaków to samiec odpowiedzialny jest za płeć potomstwa. Według badacza, za to, czy mężczyzna będzie miał więcej synów czy córek – a więc czy wytwarzał więcej plemników z chromosomem Y czy X – odpowiada specjalny gen. Co prawda nie udało się go zlokalizować metodami biologii molekularnej, ale doktor Gellatly uważa, że jego działanie jest wyraźnie widoczne w populacjach. W opublikowanym na łamach magazynu Evolutionary Biology artykule pt. Trends in Population Sex Ratios May be Explained by Changes in the Frequencies of Polymorphic Alleles of a Sex Ratio Gene, pisze on, że u mających dwie płci gatunków zwierząt działa prastary mechanizm, który pozwala regulować liczbę samic i samców w populacji.
Mechanizmy regulacji
Niemal każdy gen u diploidalnych organizmów pojawia się w parach – każda kopia od jednego rodzica. Według Gellatly’ego, kontrolujący płeć potomstwa gen ma dwa allele – „męski (m)” i „żeński (f)”, co prowadzi do trzech możliwych ich kombinacji. Kombinacja mm promuje powstawanie przede wszystkim plemników z chromosomem Y, kombinacja ff prowadzi do produkcji przede wszystkim plemników z chromosomem Y, zaś kombinacja fm utrzymuje równowagę między nimi. Subtelność efektu wpływu tego genu – to, że nie daje pewności, co do płci potomka, a jedynie modyfikuje prawdopodobieństwo – sprawiło, że wcześniej nie został on rozpoznany. Sprawa jest tym bardziej delikatna, że dziedziczenie z ojca na syna jest częściowo zakłócone przez geny matki, które są przekazywane, choć u niej oczywiście nie ulegają ekspresji.
Wyjaśnienia
Model doktora Gellatly’ego wyjaśnia, dlaczego liczba narodzin chłopców po każdej z wielkich wojen gwałtownie rośnie. Otóż według niego, w rodzinach które miały wielu synów istnieje większe prawdopodobieństwo, że któryś z synów przetrwa wojnę, a zatem przeniesie rodzinne geny, sprzyjające narodzinom chłopców. Biorąc pod uwagę to, że w okresach powojennych powszechne jest, że ci sami mężczyźni stają się ojcami dzieci wielu kobiet, gwałtowny skok liczby narodzin chłopców zostaje wyjaśniony.
Z kolei gdy występuje niedobór kobiet, to każda z kobiet ma większe szanse znalezienia lepszego partnera z rodzin, w których chłopców było niewielu (a więc wiele w nich inwestowano) – w konsekwencji prowadzi to do narodzin większej liczby dziewczynek w następnym pokoleniu.
Potwierdzenia
By uprawdopodobnić swoje wyjaśnienie, brytyjski badacz zbadał wraz ze swoim zespołem 927 rodzin z Ameryki Północnej i Europy – łącznie 556 387 ludzi. Następnie zaś przygotowano komputerowy model, który uwzględniał model genu determinującego płeć potomstwa. Po prześledzeniu zmian w ponad 500 pokoleniach, porównano wyniki symulacji z drzewami rodowymi badanych rodzin. Korelacja pomiędzy wynikami obu form badań wyniosła ponad 90%.
Wygląda zatem na to, że natura skutecznie zadbała o ustrzeżenie się przed niebezpiecznymi konsekwencjami manipulacji płcią potomstwa na szerszą skalę.
Brak powiązanych artykułów.

,,Biorąc pod uwagę to, że w okresach powojennych powszechne jest, że ci sami mężczyźni stają się ojcami dzieci wielu kobiet, gwałtowny skok liczby narodzin chłopców zostaje wyjaśniony.”
Trzeba napisać wprost – to wynik gwałtów na kobietach z podbitych terenów .
To czy to będzię chłopak czy dziewczynka zależy od siły charakterów rodziców ( dlatego ,,u każdego chłopa zucha zawsze pierwsza jest dziewucha” – jeśli drugim dzieckiem jest chłopczyk).
To nie jest tylko wynik gwałtów. Po I wojnie światowej, gdy praktycznie żadnych gwałtów nie było, efekt skoku liczby narodzin chłopców po wojnie był bardzo wyraźnie widoczny. Chodzi po prostu o to, że młode kobiety chcą mieć dzieci… a gdy brakuje mężów, szukają kochanków.
Pomyśl, że w I wojnie światowej zginęło w Europie 10 mln młodych mężczyzn, zostało uznanych za zaginionych 7 mln, a chyba z 20 mln było poważnie rannych.
Jednak już kilkanaście lat później pojawiło się kolejne pokolenie chłopaków, gotowe do kolejnej wielkiej wojny.
Teraz alimenciarze tez sieja postrach i stwarzaja zagrozenie dla spoleczenstwa.
ad2:
,,To nie jest tylko wynik gwałtów. Po I wojnie światowej, gdy praktycznie żadnych gwałtów nie było, efekt skoku liczby narodzin chłopców po wojnie był bardzo wyraźnie widoczny.”
Ty chyba jaja sobie robisz, po wojnie w Jugosłwi urodziło się milion takich dzieci z gwałtu a wszystko bacznie obserwowały media , co dopiero na początku wieku kiedy prądu nie było a wojna trwała i okupacja trwała latami.