Czy to kometa doprowadziła do ostatniego zlodowacenia?

mamut1

Większość uczonych jest przekonana, że zagłada wielkich gadów, do której doszło 65 milionów lat temu, jest efektem kosmicznej katastrofy – uderzenia w naszą planetę wielkiego meteorytu lub komety. Dlaczego jednak we współczesnej faunie lądowej nie można spotkać naprawdę wielkich ssaków – mamutów czy tygrysów szablastozębnych?

Większość dotychczasowych wyjaśnień stawiała na myśliwską działalność naszych praprzodków. Jednak najnowsze badania amerykańskich geofizyków pokazują, że zagłada tych zwierząt mogła być wywołana przez inną kosmiczną katastrofę, która nastąpiła w geologicznej skali czasu zaledwie chwilę temu.

13 000 lat temu, gdy człowiek współczesny chodził już po powierzchni Ziemi, kometa uderzyła w Amerykę Północną. Energia kinetyczna tego uderzenia była porównywalna do eksplozji miliardów ton trotylu, a wywołany nim pożar pochłonął lasy całego kontynentu. Chmura pyłów zakryła niebo, przesłoniła na wiele dziesiątków lat Słońce i w konsekwencji doprowadziła do nowej epoki lodowej, której największe ssaki nie potrafiły przetrwać. Tak przynajmniej wyglądał scenariusz tych zdarzeń według Allena Westa, geofizyka z Arizony, który pracując w zespole pod przewodnictwem Douglasa Kennetta, antropologa z Oregonu, zrekonstruował mechanizm tej kosmicznej katastrofy. Wyniki prac zespołu zostały właśnie opublikowane w magazynie Science.

Według uczonych to właśnie uderzenie komety jest odpowiedzialne za ostatnie zlodowacenie. Bezpośrednim dowodem zderzenia ma być wykrycie za pomocą mikroskopów elektronowych warstwy nanodiamentów w rejonach, które zostały „zbombardowane” materiałem skalnym niesionym w ogonie komety. Takie niewidoczne dla gołego oka diamenty powstają w warunkach wysokich ciśnień i temperatur, które mogą zaistnieć w naturze tylko w wyniku kosmicznych zderzeń. Podobne ślady odkryto m.in. w rejonie rzeki Tunguska na Syberii, znanej z katastrofy, która w 1908 roku zniszczyła setki kilometrów kwadratowych tajgi.

Odkryte przez amerykańskich badaczy warstwy nanodiamentów znajdowały się w największym zagęszczeniu w pobliżu miasta Chicago, rejonie uznanym za epicentrum katastrofy. Wydobyto je z warstw osadów odpowiadających młodszemu dryasowi, późnoglacjalnej fazy stratygraficznej, która trwała od 12,8 do 11,6 tysięcy lat temu. Pod tą warstwą osadów łatwo jest znaleźć skamieniałości wielkich zwierząt. Powyżej nich nie ma już niczego takiego.

Biolodzy są przekonani, że właśnie w okresie młodszego dryasu zniknęły z powierzchni Ziemi ostatnie mamuty, szablastozębne tygrysy i inni przedstawiciele megafauny. Antropolodzy z kolei dodają, że w tym samym czasie zniknęli przedstawiciele kultury Clovis, paleolitycznej społeczności łowców-zbieraczy, pierwszych ludzi, którzy żyli w Ameryce Północnej. Wszystkie pozostałości po nich również przykryte są warstwą nanodiamentów.

Jak widać zatem, kosmiczne katastrofy nie są w skali geologicznej niczym rzadkim. Masowe wymieranie dinozaurów pod koniec kredy i masowe wymieranie ssaczej megafauny pod koniec młodszego dryasu mogły być spowodowane zjawiskiem tego samego rodzaju. Czy ludzkość znajdzie sposób, by nie stać się ofiarą podobnej katastrofy, po której całym dorobku pozostaną jedynie pokryte nanodiamentami skamieniałości w warstwie osadów z okresu holocenu?

Brak powiązanych artykułów.

Ten artykuł został napisany w dniu Saturday, January 3rd, 2009 w kategorii Nauka. Możesz śledzić wszelkie odpowiedzi na ten artykuł przez ten kanał: RSS 2.0. Możesz skomentować ten artykuł lub zrobić trackback z Twojej strony WWW.

5 komentarzy do “Czy to kometa doprowadziła do ostatniego zlodowacenia?”

  1. dAREuS data: 4 January 2009 godzina: 13:57

    Na pierwszy rzut oka, nie znamy jeszcze sposobu, na uniknięcie podobnej katastrofy. Niemniej, istnieją pewne intuicje, które podpowiadają, że być może broń balistyczna może być rozwiązaniem. Potrzebowalibyśmy systemu ostrzegawczego i precyzyjnych rakiet niszczących wszystko poza orbitą.

  2. incal data: 4 January 2009 godzina: 14:13

    Z tego co wiem, to nie zadziała. Broń balistyczna – czyli pociski poruszające się po krzywej balistycznej? To nie to. Nawet “direct fire weapons”, wielkie działa Gaussa, nic nie dadzą – najwyżej rozwalą zbliżającą się asteroidę czy kometę na kawałki. (… a wektor chmury kawałków pozostanie taki sam). Potrzebne są pojazdy, które mogłyby wylądować na zagrażającym nam ciele niebieskim, i które delikatnie a ciągle zmieniałyby jego deltaV.

  3. dAREuS data: 4 January 2009 godzina: 20:46

    Hmm, jakim napędem musiałyby dysponować takie pojazdy? Prędkości ciał niebieskich są relatywnie duże – czas potrzebny na dotarcie do takiego ciała w bezpiecznej odległości relatywnie mały.

  4. waldi888231200 data: 6 January 2009 godzina: 09:58

    ,,Takie niewidoczne dla gołego oka diamenty powstają w warunkach wysokich ciśnień i temperatur, które mogą zaistnieć w naturze tylko w wyniku kosmicznych zderzeń”

    Czy aby to nie produkt wybuchu supernowej??

  5. Kruk data: 22 February 2009 godzina: 22:10

    Zaineresowanych pogłębianiem swojej wiedzy na temat katastrof i komet, odsyłam do związanego z tym tematem cyklu artykułów na Pracownii:

    http://pracownia4.wordpress.com/komety-i-katastrofy/

    pozdrawiam,

Napisz komentarz

Ostatnie komentarze

Najnowsze artykuły

Tagi

RSS Czytaj w ITplotki.pl

RSS Czytaj w PS3mania.pl

RSS Czytaj w XBOXmania.pl

Odwiedź również

Archiwum